Otwartość na innowacje z zewnątrz – to nie moda to realna potrzeba. Wywiad z Maciejem Halbrytem dyrektorem Sescom Innovation Lab.

SIL jest najmłodszą częścią grupy Sescom, której głównym celem jest wprowadzanie nowych technologii zarówno do oferty firmy skierowanej na rynek, jak i do procesów wewnętrznych. W minionych tygodniach Sescom dołączył jako partner do programu akceleracyjnego dla startupów Brinc ScaleUp. Rozmawialiśmy z Maciejem Halbrytem, koordynatorem współpracy Sescomu z Brinc ScaleUp i dyrektorem Sescom Innovation Lab o tym kierunku rozwoju firmy.

 

Skąd pomysł na właśnie ten kierunek działania, żeby zaangażować się w temat akceleracji startupów? Wydawałoby się, że boom na startupy trochę przeminął…

Myślę, że jest wręcz przeciwnie. Boom nie minął, startupów jest coraz więcej. Dojrzałe firmy zorientowały się, że samodzielnie w swoich podziemnych centrach R&D, na środku pustyni, z naukowcami zamkniętymi w pomieszczeniach bez okien, nie dadzą rady rozwiązać wszystkich problemów i wymyślić wszystkich innowacji. Otwartość na innowacje z zewnątrz, czyli idea Open Innovation, która wcale młoda nie jest, faktycznie nabrała dzisiaj tempa i zyskała powszechne zrozumienie i akceptację. To zrozumienie pojawiło się również w Sescomie i widoczne jest w decyzji Zarządu Grupy Sescom, aby zainwestować w nasze uczestnictwo w Brinc ScaleUp. Jak to się mówi: kto pracuje sam, ten dodaje; kto pracuje z innymi, ten mnoży. A Sescom chce podnosić do potęgi i to co najmniej trzeciej!

 

Określenie startup wydaje się być obecnie trochę nadużywane. Czy nie jest trochę tak, że wygodnie określić komuś początkującą firmę startupem, żeby wpisać się w jakiś konkurs czy uzyskać dofinansowanie? Jaka jest Twoim zdaniem definicja startupu?

Steve Blank, seryjny przedsiębiorca z Doliny Krzemowej i autor kilku bestsellerów, określa startup jako “tymczasową organizację, której celem jest znalezienie powtarzalnego i skalowalnego modelu biznesowego”. Eric Ries, autor bestselleru “Lean Startup”, którego idea częstego eksperymentowania, szybkiego wyciągania wniosków i wprowadzania zmian, żeby powtórzyć cały cykl stała się jednym z najpopularniejszych sposobów tworzenia startupów, definiuje je jako: “instytucję ludzką służącą do dostarczenia nowego produktu lub usługi w warunkach skrajnej niepewności”. Te cztery elementy: skrajna niepewność, skalowalność i powtarzalność modelu biznesowego oraz tymczasowość, to według mnie charakterystyczne elementy definiujące dzisiejsze startupy.

Natomiast definicji startupu może być o wiele więcej – tyle ile osób, które próbują je definiować. To stwarza przestrzeń do nadużyć, które oczywiście się pojawiają. Podobnie jest z samym opisywaniem się przez startupy w kontekście obecnych trendów technologicznych. Ostatnie badania wykazały, że w Europie 40% startupów, które twierdzą, że zajmują się AI (sztuczna inteligencja), w ogóle tego nie robi. Żaden komponent ich rozwiązania nie ma w sobie nic z AI, ale mimo to tak się określają. Dlaczego? Bo na AI jest “hype”, wszystko co “AI” to jest hot i łatwiej się z tym tematem przebić do mediów czy do inwestorów. Tak samo niedawno było z Big Data czy blockchain. Niestety to jest trochę samospełniająca się przepowiednia. Natomiast rynek jest brutalny i bardzo szybko weryfikuje takie “udawane” biznesy.

 

Dlaczego akurat współpraca z Brinc i program akceleracyjny ScaleUp?

Ze startupami trzeba umieć pracować. Ze względu na ich specyfikę działania i myślenia, często odmienną od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w dojrzałych i stabilnych organizacjach, współpraca ze startupami wymaga odpowiedniego podejścia.

Program ScaleUp polega na łączeniu dojrzałych firm ze startupami, które profilem swojej oferty dobrze wpisują się w działalność tych większych firm. Brinc będzie nas w tym wspierał i niejako “prowadził za rękę”, tak abyśmy w ciągu 3 lat trwania programu osiągnęli w takim działaniu samodzielność. Ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie w selekcji i wspieraniu rozwoju startupów z obszaru Internet of Things i Connected Hardware, Brinc jest idealnym partnerem do tego zadania. Co więcej, wywodząc się z Hong Kongu, Brinc wnosi międzynarodową perspektywę (wśród startupów w pierwszej z pięciu rund programu, która właśnie się rozpoczyna, tylko 1 jest z Polski) i otwiera nas na rynki pozaeuropejskie.

 

Na jakim obecnie jesteście etapie?

Od połowy lutego do końca marca prowadzony był intensywny proces ocen ponad 200 startupów, które zgłosiły się w rekrutacji. Brinc zrobił pierwszy odsiew i do naszej oceny przekazał ok. 70 z nich. W kilkunasto-osobowym zespole złożonym z reprezentantów różnych działów w firmie ocenialiśmy każdy ze startupów pod kątem możliwości wdrożenia ich w naszej działalności lub u naszych klientów.

8 kwietnia zaczęła się pierwsza runda programu. Wszystkie startupy zjeżdżają się na 11 tygodni do Poznania do siedziby Brinc w Polsce, gdzie będą uczestniczyć w serii warsztatów, spotkań z mentorami, inwestorami oraz z nami. Wspólnie będziemy pracować nad tym, aby dopracować prototypy ich rozwiązań. W drugiej połowie maja niektóre z tych startupów odwiedzą nas w naszym biurze na kilka dni. Będzie to okazja, żeby ich lepiej poznać i porozmawiać o przetestowaniu ich rozwiązań u nas lub u naszych klientów.

 

Co zaskoczyło Cię do tej pory najbardziej w tym procesie, co jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

Największym zaskoczeniem była dla mnie niesamowita różnorodność startupów, które się zgłosiły. Od urządzeń medycznych wspierających rehabilitację, przez mnóstwo rozwiązań wspierających rolnictwo, inteligentne kontrolery do wirtualnej rzeczywistości, urządzenia dbające o zdrowie seksualne kobiet, po takie związane z generowaniem prądu z ciepła odpadowego i wibracji. Większość z tych pomysłów była zupełnie nieadekwatna do naszej działalności, ale kilka razy buzie nam się szeroko rozdziawiły z podziwu dla kreatywności i zauważenia pewnych problemów. Taka różnorodność jest też efektem tego, że w pierwszej rekrutacji do programu nie zostały określone węższe kryteria, tak abyśmy mogli poznać bardzo szerokie spektrum rozwiązań w obszarze IoT, które są na rynku. To z pewnością się udało.

Największe wyzwanie jest związane z tym, że wszystko dzieje się dla nas pierwszy raz i każde przysłowiowe drzwi trzeba otwierać ręcznie. Trzeba na przykład zadbać o formalności, bezpieczeństwo i interes Sescomu. Wyzwaniem jest również zadbanie o to, żeby jak najwięcej osób w firmie wiedziało o tej inicjatywie i rozumiało jej pozytywne konsekwencje i szanse, które się z nią wiążą. Wyzwaniem pewnie będzie również wypracowanie komercyjnej oferty opartej o produkty startupów, tak aby zainteresować nią naszych Klientów. Na szczęście póki co spotykam się z dużą otwartością w firmie.

 

W jakich startupowych pomysłach widzisz największy potencjał w kontekście wdrożeniowym? Czy możesz zdradzić swojego faworyta?

Zagadnień, które spędzają sen z powiek naszym klientom jest z pewnością wiele. Wśród nich dwa, które stanowią szansę dla Sescomu to efektywność energetyczna oraz optymalizacja procesów operacyjnych. W pierwszym przypadku chodzi o redukcję kosztów, ale również o coraz silniejsze parcie na ekologię i odpowiedzialne podejście do środowiska. W tym obszarze w programie ScaleUp udział wezmą dwa startupy, z którymi mam nadzieję nawiązać bliską współpracę. Obszar optymalizacji procesów to temat, na który odpowiedzią jest powstająca oferta oparta o technologię RFID i wspierająca zarządzanie asortymentem retailowym, np. odzieżą. Liczę, że wśród startupów w kolejnych rundach ScaleUp znajdziemy perełki, które rozszerzą możliwości RFID lub je zastąpią, a my będziemy pierwszymi, którzy to wdrożą!

Ciężko wskazać faworyta. Z ponad 200 zgłoszeń wybranych do pierwszej rundy zostało 5 startupów, czyli mniej niż 2,5%. Na Harvard przyjmowanych jest ok. 5-6% aplikujących. To pokazuje, że poznamy naprawdę startupową śmietankę. Dla mnie oni wszyscy są faworytami, nawet jeśli nie uda się ostatecznie podjąć współpracy z żadnym z nich z jakichś nieprzewidzianych powodów.

 

Jakie masz plany związane z tym projektem? Co dla SILu będzie największym sukcesem po jego zakończeniu?

Mamy niecałe 3 lata, aby zdobyć jak najwiecej praktycznej wiedzy o prowadzeniu programów akceleracyjnych takich jak ScaleUp, współpracy ze startupami, planowaniu i realizacji wdrożeń wspólnie z nimi oraz potencjalnie inwestowania w takie młode podmioty technologiczne. Planem jest więc jak najwięcej się uczyć, zdobywać i gromadzić know-how i propagować go w Sescomie. Na koniec programu ScaleUp powinniśmy osiągnąć w tych aspektach samodzielność, więc ta wiedza musi być rozłożona na więcej niż jedną głowę dyrektora SIL.

Osobiście uważam, że największym sukcesem nie tylko dla SILu, ale całego Sescomu, z uczestnictwa w tym programie będzie otwartość oraz osiągnięcie gotowości i zdolności do tego, żeby współpracować z dynamicznymi startupami technologicznymi. Do tego potrzebna będzie zmiana nastawienia, pewnie niektórych procesów i praktyk w organizacji i ostatecznie zmiana kultury organizacyjnej. Taka współpraca może wynieść całą firmę na zupełnie inny poziom, który w perspektywie rozpoczynających się prac na strategią Sescom 2030 na pewno warto brać pod uwagę.